Dziś rozpoczynam cykl poświęcony błędom w umowach handlowych (i nie tylko handlowych) z którymi spotykam się notorycznie dokonując oceny dokumentów przesłanych do opinii przez moich Klientów.

W poszczególnych artykułach skupię się na tych postanowieniach umownych, które są notorycznie powielane (przez prawie wszystkich), a rodzą poważne ryzyka (finansowe, procesowe, podatkowe, czasem nawet karne).

No to zaczynamy 🙂

Potrącenie

Coraz częściej w opiniowanych tekstach znajduje się postanowienie, z którego wynika, że jedna ze stron (najczęściej właściciel sieci handlowej) ma prawo do potrącenia swoich wierzytelności z wierzytelnościami drugiej strony (najczęściej dostawcy) chociażby były one niewymagalne (a nawet z niewymagalnymi wierzytelnościami dostawcy) – takie potrącenie przed terminem płatności.

Co więcej dokonanie potrącenia – jak chcą umowy – nie wymaga złożenia żadnego dodatkowego oświadczenia woli (czyli np. potrącenie jest wskazane tylko w tytule przelewu, albo w ogóle nie ma o nim słowa w żadnym dokumencie, a dochodzi do skutku pomiędzy stronami – no właśnie, czy dochodzi?).

Przestrzegam przed takimi postanowieniami. Potrącenie jest instrumentem niebezpiecznym i z reguły (tam gdzie w grę wchodzą opłaty „za wejście do sieci”, „za indeksy” itp.) odradzam swoim Klientom jego stosowanie. Zdrowszy w takiej sytuacji jest przepływ gotówki w dwie strony (jedni za towar, drudzy za usługi oraz korekty). W razie sporu nie będzie wątpliwości co do legalności i prawidłowości potrącenia, a nadto nie będzie sporu, czy w ogóle było podstawne i skuteczne. Każdy w takiej sytuacji wie za co żywą gotówką zapłacił, czego nie kwestionował (i od czego nie może się teraz uciec).

Sieć która ma zastrzeżone opisywane prawo potrącenia może m.in.:

– wystawić fakturę dokumentującą opłatę półkową i od razu ją potrącić (bez względu na termin płatności swojej faktury, czy termin płatności faktury z którą dokonuje potrącenia). Sieć dokona potrącenia niezależnie od tego czy faktura jest zasadna, czy nie;

– naliczyć karę umowną (znajdującą lub nie oparcie w faktach) i potrącić ją z ceną którą powinna uiścić za towar (np. 100% wartości zamówienia za niedostarczenie towaru w terminie).

W takiej sytuacji to dostawca – jeśli chce kwestionować potrącenie, dowieść że było bezzasadne, a przede wszystkim odzyskać pieniądze, których bezpodstawnie nie dostał – ma problem. To on musi dochodzić racji przed Sądem (w końcu druga strona dokonała potrącenia i u niej „kasa” się zgadza), dowodzić swojej wierzytelności oraz bezskuteczności potrącenia, braku jego podstaw (faktycznych, prawnych).  

Inaczej mówiąc dokonanie opisywanego potrącenia sprawia, że swojej racji nie dowodzi ten kto dokonał potrącenia, a ten komu potrącono. Bez potrącenia te role są odwrócone (każdy dowodzi swojej wierzytelności). Co więcej „klasyczne” kodeksowe potrącenie jest możliwe w odniesieniu do wierzytelności wymagalnych. Sieci często zastrzegają możliwość potrącenia wierzytelności niewymagalnej, aby jak najszybciej zainkasować karę umowną, czy opłatę półkową i problem dochodzenia się (żądania zwrotu) przerzucić na kontrahenta (który po potrąceniu zostaje bez części kasy, ale również z problemem wytoczenia procesu o zapłatę i pokrycia związanych z tym kosztów).

Za bezprawne należy uznać potrącenie bez składania oświadczenia woli (tj. bez zamanifestowania potrącenia w żaden sposób). Mimo że część dużych (nawet największych) sieci taki model stosuje, uważam go za niewłaściwy. Oświadczenie o potrąceniu – nie wdając się w szczegóły prawne – jest oświadczeniem woli. Zgodnie z przepisem art. 61 § 1 k.c. „oświadczenie woli, które ma być złożone innej osobie, jest złożone z chwilą, gdy doszło do niej w taki sposób, że mogła zapoznać się z jego treścią„. Jest to przepis ius cogens, bezwzględnie obowiązujący. Nie może być zmieniony żadną wolą i umową stron. Tym samym żaden polski sąd nie powinien wyrazić zgody na potrącenie bez oświadczenia woli (uznać że do potrącenia doszło, skoro żaden z kontrahentów nie złożył w tej mierze stosownego oświadczenia woli i go nie doręczył). Bywa jednak i tak, że Sądy taką modyfikację prawa dokonaną przez strony akceptują, w granicach swobody umów (co w mojej ocenie jest błędem).

Reasumując: potrącenie przerzuca ciężar dowodu, przenosi problem dochodzenia należności na drugą stronę, a nawet może być instrumentem służącym do kwestionowania pobrania opłaty półkowej. Może być przecież tak, że ten kto przez nielegalne potrącenie opłatę półkową pobrał (zmienił rozrachunki) później będzie twierdzić, że potrącenie było bezprawne (bo nie było doręczenia), a przez to bezskuteczne. W takiej sytuacji z prawnego punktu widzenia (jeśli potrącenie było bezskuteczne bo np. brak było doręczenia) kontrahent nie jest zobowiązany do zwrotu opłaty półkowej (bo jej w gruncie rzeczy nie pobrał skoro nie było potrącenia), a jedynie do zapłaty ceny sprzedaży.

Podkreślam – skoro potrącenie było bezprawne i nie doszło do skutku, to ten kto go dokonał nie pobrał opłaty półkowej i z prawnego punktu widzenia nadal jest winny cenę za otrzymany towar (różnicę pomiędzy tym co zapłacił, a tym co bezprawnie potrącił). Często w takiej sytuacji roszczenie o zapłatę bywa przedawnione (bo proces o opłatę półkową trwał, a przedawnienie przy sprzedaży między przedsiębiorcami to tylko 2 lata). To oznacza, że sprytne operowanie potrąceniem umownym, może niweczyć żądania dostawcy o zwrot opłaty półkowej.

Broń to obusieczna 🙂 Warto o tym wiedzieć i pamiętać.

CDN…